IDEE: Anarchistyczny przewodnik po współczesnej filozofii politycznej – Część 1. Równość

Anarchistyczny przewodnik po współczesnej filozofii politycznej
(redakcja: M10)

Część 1. Równość

1.1 Pojęcie równości

Równość należy do tych pojęć, które każdemu wydaje się, iż je zna i rozumie, ale kiedy przychodzi do jej sprecyzowania, to pojawiają się kłopoty. Po prostu stworzenie jednej lub kilku nie wykluczających się powszechnych reguł równości jest niełatwe lub wręcz niemożliwe (zdaniem przeciwników). Tym bardziej widać to, kiedy spróbujemy stworzyć uniwersalny mechanizm równości.

Podstawowa definicja mówi, iż to stosunek zachodzący między dwiema takimi samymi wielkościami bądź między dwiema rzeczami tego samego rodzaju. Problem w tym, że kiedy próbujemy ekstrapolować to na społeczność ludzką odkrywamy, że ludzie nie są takimi samymi wielkościami i właśnie równość społeczna ma ich dopiero uczynić równymi.

Dlatego naiwne – czy może opisując to trochę mniej pejoratywnie – pierwotne znaczenie równości będzie oznaczało, że każdy dostanie to samo. Tylko czego? Pieniędzy? Ziemi? A może bólu? Zauważmy, że w takim podejściu nie określa się, że każdemu ma być równie dobrze. Może równie dobrze być równie źle.

Zazwyczaj to ostatnie jest łatwiejsze do osiągnięcia. W grupie dziesięciu mężczyzn, w której jeden jest jednooki, łatwiej osiągnąć równość wydłubując po jednym oku pozostałym, niż dać inwalidzie brakujące oko.

To oczywiście reductium ad absardum, ale pokazuje pułapkę równania w dół, w którą wpada wielu ideologów społecznych. Zaraz do tego wrócimy.

Zasada równej parcelacji ma też problem z dzieleniem dóbr niepodzielnych. Jak można podzielić 20 koszul między 30 mężczyzn? Pociąć? Niech noszą na zmianę?

A co z dobrami, których nie starczy dla wszystkich? Jeśli nie można dać każdemu mieszkańcowi Ziemi samochodu, to zgodnie z logiką parytetową nikt nie powinien go posiadać i wszystkie istniejące trzeba zniszczyć.

Rozumienie równości, które sprowadza się do dawania wszystkim po równo wynika z idei sprawiedliwości komutatywnej, praktykowanej przez wspólnotę pierwotną czy społeczeństwa w czasie formowania się (np. koloniści równo dzielą ziemię) czy też przewrotu społecznego (np. reforma rolna). Jednak takie rozumienie równości jest mało użyteczne we współczesnych społeczeństwach postindustrialnych.

Nie może być też atrakcyjne dla współczesnego anarchizmu, ponieważ jest nie tylko dysfunkcjonalne w większości przypadków, ale też nie gwarantuje trwałej zmiany społecznej.

Równość praw

Obecnie najpowszechniejszy model organizacji społecznej opiera się na równości praw. Jest on w praktyce różnie realizowany, ale nie zmienia to faktu, iż jest powszechnie akceptowany i stanowi podstawowy kierunek rozwoju większości społeczeństw – chociażby tylko formalny, deklaratywny.

Dzisiaj jest tak powszechny, że uznajemy go za standard i zapominamy, że pojawił się na dobrą sprawę niedawno, wraz z Oświeceniem i dopiero w XX wieku stał się powszechnie akceptowany przez większość ludzi.

Przez wieki obowiązywał podział na co najmniej trzy kategorie i dwie płcie, a wartość człowieka i jego prawa były zależne od płci i przynależności do określonej kategorii.

Kodeks Hammurabiego pokazuje to jasno:
„§ 202. Jeśli obywatel [w] policzek obywatela godniejszego niż on uderzył, na Zgromadzeniu 60 razy bykowcem zostanie uderzony.
§ 203. Jeśli obywatel [w] policzek obywatela takiego jak on uderzył, 1 minę srebra zapłaci;
§ 204. Jeśli muśkenum [w] policzek muśkena uderzył, 10 szekli srebra zapłaci.
§ 205. Jeśli niewolnik obywatela w policzek obywatela uderzył, ucho mu utną.”
(Tłumaczenie: Marek Stępień)

Dla nas szokujące są nie tylko kary fizyczne czy okaleczenia, ale przede wszystkim nierówność wobec prawa, a właściwie równość tylko w obrębie jednej kategorii.

Równość wobec prawa jest ogromnym osiągnięciem, choć wciąż pozostaje ideałem niespełnionym w praktyce. Nadal mamy także do czynienia z pewnymi formami dyskryminacji ludzi ze względu na orientację seksualną, rasę, pochodzenie społeczne czy płeć i tutaj anarchizm od samego początku oczekuje pełnej równości wobec prawa, a wielu ludzi w ruchu jest zaangażowanych w walkę o równe prawa nie tylko formalne, ale i materialne dla wszystkich.

Kwestia równości wobec prawa nie wyczerpuje jednak w całości postulatu równości.

Równość perspektyw życiowych

Obecnie, kiedy jest podnoszony problem równości, to często jest on utożsamiany z programem niwelowania nierówności społeczno-ekonomicznych. W takim wypadku mówimy o dążeniu do równości perspektyw życiowych. Jednak jak każdy skrót myślowy, także i ten kryje w sobie wiele dylematów i pułapek.

Zdrowy rozsądek podpowiada, iż perspektywy życiowe jednostki zależą od posiadanych zasobów. Zazwyczaj wyróżnia się trzy kategorie zasobów: a) czas wolny; b) dochód – rozumiany jako stały uśredniony przychód w określonej jednostce czasu oraz majątek – rozumiany jako rezerwa środków; c) swoboda dysponowania zasobami.

Taka teoria zasobów jako miary równości spotyka się z krytyką ponieważ wydaje się obciążona nieprawdziwym założeniem, iż ludzie są identyczni, kiedy wiemy, że jest to dalekie od rzeczywistości. Dlatego osobiście dodałbym jeszcze jedną kategorię: d) wiedza, zdolność psychiczna czy też świadomość możliwości i potrzeb użycia posiadanych zasobów.

Z tych czterech kategorii „a” oraz „b” i częściowo „d” zależą od pochodzenia, rodziny, klasy społecznej, socjalizacji itp. Kategoria „c” jest pochodną od organizacji życia społeczno-politycznego, ale też „d” poprzez edukację jest w sferze wpływów organizacji społecznej. To rozgraniczenie jest oczywiście sztuczne. W rzeczywistości wszystkie kategorie zasobów zależą od przeróżnych czynników, ale wyróżniam tutaj te główne dla jasności wywodu.

Jednak „d” zależy też od cech wrodzonych jednostki, czy też zasobów biologicznych: zdrowia, inteligencji, upodobań itp. dla uproszczenia nazwijmy je „talentem” (do czego zaraz wrócimy), ale trzeba pamiętać, że określenie to obejmuje coś więcej niż zwykłe zdolności.

Wbrew pozorom edukacja nie jest cudownym lekiem, który może rozwiązać wszystkie problemy. Po pierwsze, jest ograniczona talentem uczniów – najlepsza nawet edukacja nie będzie potrafiła zniwelować naturalnych różnic w inteligencji uczniów. Po drugie jest szalenie trudna do zrealizowania – podobnie jak uczniowie, także nauczyciele różnią się między sobą inteligencją czy zaangażowaniem, a to oznacza, że nie ma mowy o równej edukacji.

Wywłaszczenie

Razem z postulatem równości pojawia się tutaj postulat odbierania majątku bogatym i dawania biednym. Ma on dużą, populistyczną siłę i dlatego często jest wykorzystywany przez zwolenników radykalnych programów „wyrównywania”. Problem w tym, że nie jest zdolny do spełnienia swojej obietnicy. Raczej trzeba mówić tutaj o zemście za bycie bogatym.

Jednooki straconego oka nie odzyska, ale będzie miał satysfakcję, że inni swoje stracili.

Załóżmy, że w milionowym mieście mamy jednego bogacza i zabierzemy mu milion złotych i rozdamy je pozostałym mieszkańcom. Czy poprawimy ich los? Nie. Złotówka na głowę nic nie zmieni. Nawet jeżeli odbierzmy bogatym w tym mieście sto milionów czy miliard, to dodatkowe sto lub tysiąc złotych jednorazowego zastrzyku finansowego nie poprawi sytuacji nawet najbiedniejszych. Nie da się ukryć, że jedyna rzecz jaką pozostali dostaną to satysfakcja, że bogaty wszystko stracił.

Na odebraniu majątku najbogatszym jednak sprawa się nie kończy, ponieważ obietnica dobrobytu wciąż pozostaje niespełniona, to kolejne grupy są uznawane za bogaczy i są wywłaszczone. I tak w dół piramidy społecznej.

Dostępne środki będą wciąż za małe, co wynika z prostego faktu, że mamy do czynienia z piramidą (nawet przyjmując tą paralelę dosłownie widać, że górna połówka to nawet nie jest jedna piąta dolnej połowy), która nie tylko nie da tym z samego dołu poziomu życia tych z samego szczytu, ale nawet nie będzie w stanie wynieść ich do poziomu średniaków. Piramidę metodami redystrybucyjnymi można tylko spłaszczyć w dół.

Kapitalizm, w uproszczeniu, dokonuje odwrotnego procesu. Odbiera dużej grupie ludzi pewną część ich dochodu – głównie przez niedoszacowanie wartości ich pracy – i przekazuje go inwestorom oraz kadrze zarządzającej w celu akumulacji kapitału przez przeszacowanie wartości ich wkładu lub pracy. W ten sposób wyciąga piramidę w górę, ale tylko jej szczyt. Podstawa pozostaje nadal duża, a koszty ponosi głównie malejący środek piramidy społecznej.

Ciekawe, że obydwie strony ostatecznie przerzucają koszty na środek piramidy, na średniaków.

Dla anarchizmu jednak kwestia nie leży w pytaniu: jak to się stało, że ktoś jest bogaty, ale raczej dlaczego ktoś jest biedny? Dla anarchizmu problemem jest nie kto co komu odbiera, ale sam fakt, że dochodzi do wywłaszczenia w jedną lub w drugą stronę. Jak zobaczymy w następnych częściach, kwestią jest sama organizacja społeczeństwa w formie hierarchicznej piramidy, a nie to kto zarządza jej budową.

Anarchizm zauważa, że sam proces redystrybucji (niezależne czy socjalny czy kapitalistyczny) wyklucza równość jako taką, ponieważ likwiduję swobodę dysponowania, o której mówiliśmy wcześniej.

Kwestia talentu

Postulat równości natrafia także na poważny problem wynikający z faktu, iż ludzie nie są tacy sami, a występujące różnice często wpływają na sukces życiowy, także materialny, jednostek. Dla uproszczenia mówi się o posiadaniu większego „talentu”, ale jak zobaczymy może to być różnie rozumiane.

Po pierwsze, pojawia się pytanie, na ile sukces jest w ogóle zasługą jednostki, a na ile wynika z przypadku, z urodzenia się w odpowiedniej rodzinie i panującej w niej świadomości możliwości i celów życiowych, określonego rodzaju socjalizacji, majątku jakim dysponowała rodzina i wynikających z tego dostępnych dla człowieka wyborów.

Niektórzy powiedzą, że od człowieka nic nie zależy, więc nie może mówić, iż cokolwiek jest jego zasługą, ponieważ został zdeterminowany przez warunki, w których przyszedł na świat. Dlatego nie należy mu się żadna „nagroda”.

Co ciekawe, wyznawcy tego twierdzenia równocześnie są zazwyczaj zdania, że „karanie” ludzi za posiadanie majątku czy sukces życiowy jest w porządku. Jest to oczywista niekonsekwencja, bo skoro sukces nie zależał od nich, to jak można ich za to pociągać do odpowiedzialności?

Fakt jednak, że nie każdy urodzony w „odpowiedniej rodzinie” odnosi sukces dowodzi raczej, iż życiowy sukces nie jest w całości zdeterminowany i ma na niego wpływ także praca własna i dokonane wybory. Nie ulega jednak wątpliwości, iż urodzenie determinuje posiadane możliwości (choć nie determinuje ich prawidłowego wyboru), a poszerzenie posiadanych możliwości wymaga od gorzej urodzonych większego wysiłku, a mimo to wiele możliwości dla większości z nich pozostanie na zawsze zamkniętych.

Po drugie, istniejące możliwości działania wynikają ze społecznego przyzwolenia i generalnej organizacji życia społecznego. Dlatego wydaje się, że niektóre jednostki odnoszą sukces nie tylko dzięki pracy własnej (czy odziedziczonym owocom pracy swoich przodków), ale też ze względu na ich miejsce w określonej organizacji społecznej, której negatywne koszty są ponoszone przez jakąś część populacji, zazwyczaj znaczną. Stąd wniosek, iż społeczeństwo może oczekiwać od nich rekompensaty w myśl zasady: od każdego według możliwości.

Tylko jak zmierzyć, kto jest co winien społeczeństwu? No i jak to wyegzekwować?

W filozofii politycznej pojawiła się aukcyjna koncepcja równości jako konkurencyjna do teorii zasobów jako miary równości. W uproszczeniu aukcyjna koncepcja równości traktuje talent jak dobro rzadkie, podlegające hipotetycznej aukcji, na której jest zgłaszane zapotrzebowanie na talenty, czy też ich wykorzystanie. Posiadające dany talent osoby są zobowiązane wyrównywać innym – pozbawionym owych talentów – brak swoją pracą.

Jak łatwo zauważyć, pomijając już brak jakichkolwiek praktycznych możliwości zastosowania tej koncepcji, doprowadziłaby ona bardzo szybko do dwóch zjawisk.

Po pierwsze, szybko dojdzie do „tyranizowania” utalentowanych ludzi. Przecież zapotrzebowanie na pracę osoby bez talentu na hipotetycznej aukcji będzie minimalne lub żadne, ale im większy telnet tym będzie większe.

Będzie to też wymagało swoistego wywłaszczenia zasobu „c” (swobody dysponowania zasobami) i likwidację równości jako takiej. Skoro, ci bez talentów będą mieli swobodę dysponowania swoimi zasobami „a”, „b” i „d” (nieważne jak małymi), a ci z talentem ją praktycznie utracą, trudno będzie mówić o równości.

Po drugie, dojdzie do zdemotywowania ludzi z talentem do jego rozwijania. Wręcz zachęci to do jego ukrywania, co będzie szkodliwe nie tylko dla poszczególnych jednostek, ale też będzie katastrofalne z punktu widzenia społecznego.

Ktoś mógłby jednak zapytać: a co jeżeli spojrzymy na kwestię równości nie przez pryzmat tego, co kto ma, ale tego, co kto potrzebuje?

1.2 Potrzeby

Równość potrzeb

Przeciwnicy koncepcji miary równości przedstawiają alternatywę: każdemu według potrzeb. Zgodnie z tą myślą równość jako wartość moralna będzie zaspokojona tylko wtedy, kiedy każdy będzie miał to, czego potrzebuje. Lecz co to są potrzeby i jak je zmierzyć?

Potrzebę Tolman definiuje  jako wrodzone lub nabyte dążenie do osiągnięcia (lub uwolnienia się od) jakiegoś określonego przypadku lub typu aktualnie istniejących warunków środowiskowych, albo zaspokojenia lub zaburzenia fizjologicznego („Zachowania celowe ludzi i zwierzą”).

Potrzeby obiektywne

Kluczowe wydają się tu pojęcia „wrodzone”, czyli obiektywne oraz „nabyte”, czyli subiektywne. Z pozoru to proste. Jedzenie jest potrzebą wrodzoną ponieważ bez jedzenia nie przeżyjemy. Jednak czy to oznacza, że potrzebujemy każdego jedzenia w dowolnej ilości? Jedno jajko tygodniowo (tyle dawali Japończycy w obozach dla jeńców w czasie II wojny światowej) to konieczność, ale więcej to już fanaberia? Może wystarczy określić jakieś minimum biologiczne przerwania i zapewnić je każdemu? A czy mycie zębów jest potrzebą naturalną (zachowanie zdrowia) czy nabytą (można żyć i bez zębów)? Mycie rano i wieczorem jest OK, ale mycie po każdym posiłku to już luksus?

Takie przykłady i pytania można mnożyć w nieskończoność. Obrońcy zasady każdemu według potrzeb stwierdzą, że można opracować katalog potrzeb, które zostaną uhierarchizowane według konieczności. Od niezbędnych po luksusowe. Pierwsze trzeba zapewnić każdemu, a drugie… No właśnie, co z „luksusami” w takim systemie?

Jeżeli ludzie mają być równi, to logika nakazywałaby, aby nie tylko zapewnić minimum wszystkim, ale też odebrać nadwyżkę innym (z czegoś też trzeba wziąć to minimum) i stworzyć system redystrybucji dóbr (zob. 1.3 Liberalna krytyka modelu dystrybucyjnego), ale też jest to warunkiem utrzymania tak rozumianej równości.

Jak łatwo zauważyć taka fetyszyzacja równości musi nas zaprowadzić do gułagu, ponieważ tylko absolutna kontrola społeczna pozwoli na urzeczywistnienie takiego modelu równości. Dla anarchizmu, dążącego do wyzwolenia społecznego od władzy, nie może być to atrakcyjna droga.

Potrzeby subiektywne

Inna grupa zwolenników oparcia równości na zaspokojeniu potrzeb odpowie, że cały katalog potrzeb nie jest potrzebny, każdy może sam określić swoje potrzeby, a społeczeństwo powinno mu zapewnić wszystko. Może to natrafić jednak na kilka przeszkód.

Czy wystarczy dóbr do zaspokojenia subiektywnych potrzeb każdego? Jeżeli nie, to pozostanie grupa ludzi, których potrzeby nie zostaną zaspokojone. Czy mamy też zaspokajać najbardziej wyszukane potrzeby, nawet jeżeli dotyczą one naprawdę luksusów, jak pełnomorski jacht? Jeżeli nie, to czy wtedy można mówić o równości, skoro zaspokajamy potrzeby wybiórczo?

Jakie kryterium zaspokojenia przyjmiemy? Efektywność? Taka fetyszyzacja efektywności z kolei może doprowadzić do całkiem zaskakujących wniosków: jeśli odbierzemy komuś milion i damy po złotówce milionowi potrzebujących, to nie zmienimy ich kondycji. Jednak, jeżeli milionowi ludzi zabierzemy po złotówce i damy je jednej osobie, to skutecznie odmienimy jej kondycję.

Jeżeli zaczniemy zaspokajać wszystkie potrzeby ludzi, to czy ich potrzeby nie zaczną się w związku z tym zmieniać? Wszystko w myśl przysłowia, że apetyt rośnie w czasie jedzenia. W takiej sytuacji w pewnym momencie osiągniemy poziom, w którym nie będziemy zdolni do zaspokojenia potrzeb wszystkich ludzi.

Bez względu na to, którą miarę potrzeb przyjmiemy, ich zaspokojenie wymaga stworzenia uniwersalnego, biurokratycznego systemu dystrybucyjnego, który będzie zajmował się zaspokajaniem potrzeb.

1.3 Liberalna krytyka modelu dystrybucyjnego

Dyktatura systemu dystrybucji

Powiedzmy, że uda nam się dokonać pełnej redystrybucji dóbr i wyrówna się warunki życia wszystkich członków populacji. Dokonamy swoistego wyzerowania, dzięki któremu wszyscy zaczynają od nowa z tego samego poziomu.

Pojawienie się nierówności jest jednak tylko kwestią czasu. Będą one z początku mniejsze, ale z czasem będą coraz większe. Będą wynikały z różnic między jednostkami (talent), ale też z czynników kompletnie przypadkowych – nie oszukujmy się, często o sukcesie decyduje ślepy traf.

Dlatego do utrzymania pewnego trwałego poziomu równości materialnej będziemy potrzebowali stałego aparatu redystrybucji opartego na przemocy. W tym, im większą równość będziemy chcieli osiągnąć, tym większy poziom przemocy i władzy będzie on wymagał. Za tym rośnie większe prawdopodobieństwo nadużyć i korupcji ze strony aparatu.

Wydaje się, że taki system musiałby być tak duży i złożony, że już z powodów strukturalnych i funkcjonalnych musiałby być niewydolny, vide wszelkie systemy reglamentacyjne w czasie wojny lub w krajach socjalistycznych („kartki”).

Wielu ludzi utożsamiających się z lewicą, także w nurcie socjalistycznym anarchizmu, uważa, że można rozwiązać ten dylemat przez wykształcenie odpowiedniej świadomości wśród kadr. Lenin mówił nawet, że „kadry są wszystkim”. Ciężka praca nad świadomością działaczy ma doprowadzić do tego, iż będą oni kiedyś w przyszłości bezstronnymi i absolutnie uczciwymi trybikami wielkiej maszyny redystrybucyjnej.

Zresztą lewica, jak i prawica, lubią zbywać wszelkie wątpliwości stwierdzeniem, że zmiana świadomości – czy to przez edukację czy też wiarę – rozwiąże wszystkie problemy.

Jest to jednak tylko sztuczka intelektualna, próba ucieczki do przodu. Nie ma żadnych dowodów naukowych czy praktycznych, które mogłyby dowieść, iż jest to możliwe. Za to nie brakuje dowodów na twierdzenie, że wraz z pojawianiem się władzy – zwłaszcza w sytuacji niedostatku dóbr, co jak zobaczyliśmy wcześniej jest nieuniknione przy równaniu w dół – pojawiają się, delikatnie to ujmując, „wypaczenia”. Od eksperymentu więziennego Zimbardo do pól śmierci w Kampuczy, wszystko wskazuje, że jest to niemożliwe.

Kwestia kadr jest jednak mniej istotna od faktu, że równość materialna w tym momencie wymaga likwidacji równości politycznej, czyli de facto prowadzi do innego rodzaju nierówności. Co gorsza nierówność polityczna i tak w końcu doprowadzi do nierówności ekonomicznej i pojawienia się nowej klasy uprzywilejowanej („nomenklatura”).

Jest to klasyczna krytyka postulatu redystrybucyjnego ze strony liberalnej. Liberałowie będą dowodzić, że skoro próby wprowadzania równości perspektyw życiowych prowadzą nie tylko do zniesienia równości politycznej, ale ostatecznie także nie dadzą równości ekonomicznej, to powinniśmy porzucić postulat równości materialnej w ogóle albo go ograniczyć.

Oczywiście, liberalny postulat poświęcenia „niemożliwej” równości perspektyw życiowych w imię zachowania równości politycznej też zawiera podobny błąd, jaki sam zarzuca drugiej stronie. Przecież nierówność ekonomiczna wiedzie do powstania klasy uprzywilejowanej i osłabienia, jeżeli nie do likwidacji, równości politycznej.

Fakt, że odbywa się to w mniej wulgarny sposób i przy zachowaniu demokracji parlamentarnej czy części praw człowieka, jest na pewno „znośniejsze” z punktu widzenia jednostki, ale nie zmienia istoty rzeczy.

Spór między klasyczną lewicą i prawicą w państwie liberalnej demokracji sprowadza się właśnie do zakresu ograniczenia dystrybucji, gdzie lewica chce większej redystrybucji a prawica mniejszej – światopoglądowe wojenki to tylko przedstawienie.

Dla anarchizmu jednak jest to nie do zaakceptowania – jeden typ równości nie może być poświęcony na rzecz drugiego. Dlatego anarchista jest przeciwnikiem postulatu redystrybucyjnego, ale nie rezygnuje z samej równości, ponieważ ma ona wartość moralną, jest sprawiedliwa.

Co, jak zobaczymy w kolejnych częściach, ma fundamentalne znaczenie dla anarchizmu.

Koncepcja złożonej równości

Trzeba zauważyć, że współczesne państwo liberalne też nie potrafi całkowicie zrezygnować z wymiaru równości. Imperatyw moralny stojący za postulatem równości jest zbyt silny by mógł być ignorowany. Dlatego pojawiła się w dyskursie liberalnym dosyć dziwna konstrukcja „złożonej równości”.

Zakłada ona, iż równość musi być realizowana w odmiennych aspektach życia społecznego, a jeden aspekt nie może wpływać na drugi. Wynika to z faktu niemożliwości stworzenia jednego, nadrzędnego mechanizmu dystrybucji, który miałby zastosowanie w każdym aspekcie. Każdy aspekt pozostaje autonomiczny i wypracowuje odmienną, właściwą dla siebie metodę automatycznej dystrybucji.

Poszczególne aspekty nie muszą też dystrybuować wszystkich dóbr w równym stopniu wszystkim członkom społeczeństwa. Na przykład dostęp do darmowej edukacji nie musi być dobrem dystrybuowanym pomiędzy wszystkich członków społeczeństwa a tylko tych, którzy nie mają na nią środków.

Nietrudno zauważyć jednak, że kryje się w tym także niebezpieczeństwo sztucznego ograniczania dystrybucji pewnych dóbr poprzez tworzenie różnego rodzaju limitów ilościowych (np. limitu uczniów otrzymujących darmową edukację) lub innych warunków (np. darmowa edukacja tylko dla pierwszego dziecka). Od tego już tylko krok oddania ośrodkowi dystrybucyjnemu władzy kształtowania struktury społecznej.

Nierówność w jednej sferze może być równoważona odwróconą nierównością w innej. Ogólna równość zostałaby spełniona ponieważ bilans wychodziłby generalnie na zero.

Równocześnie jednak według twórców tej koncepcji, dystrybucja w jednym aspekcie zostaje zagrożona, kiedy jest zależna od rezultatów dystrybucji w innej sferze, np. kiedy przewaga ekonomiczna prowadzi do zdobycia władzy politycznej.

Anarchiście trudno ustrzec się od podejrzenia, że cała koncepcja złożonej równości ma na celu ochronę nierówności ekonomicznej przed wpływem polityki. Dokładnie przed sytuacją, kiedy liczniejsze grupy upośledzone ekonomicznie spróbują wykorzystać swoją przewagę liczebną do politycznej korekty nierówności ekonomicznej, czyli zażądają redystrybucji.

Problemem jest też wymierne zmierzenie równości. Skoro nie ma nadrzędnego mechanizm dystrybucji, to nie ma też mechanizmu pozwalającego na stwierdzenie, że w ogóle zbliżyliśmy się do stanu równości.

Można odnieść wrażenie, że koncepcja złożonej równości stara się nadać istniejącemu porządkowi państwa liberalnego sztafaż moralny wynikający z realizacji równości materialnej, a nie tylko prawnej, ale bez stworzenia mechanizmu umożliwiającego weryfikację jego spełnienia.

Anarchista musi nazwać to dosadnie: ŚCIEMA!

1.3 Cel równości warunków

Wcześniej przekonaliśmy się, że definiowanie równości w kategoriach potrzeb stanowi raczej ślepą uliczkę. Dlatego rozważania nad równością muszą wrócić do perspektyw życiowych i równości zasobów, ale ujmiemy je w nowej kategorii: warunków działania i wyrównywania możliwości. Jak jednak zmierzyć równość możliwości?

Zobaczyliśmy już wcześniej, że na poziomie emocjonalnym równość jest nośnym hasłem, problem pojawia się jednak nie tylko przy sprecyzowaniu co to właściwie oznacza, ale też przy praktycznym wyznaczeniu jej warunków. Kiedy możemy uznać, że ludzie są sobie równi? Jak możemy porównać dwie osoby lub tym bardziej stworzyć mechanizm porównawczy na wskroś populacji?

Równość czego?

Ludzie, co jest naturalnym odruchem, lubią porównywać się z innymi. Nic więc dziwnego, że często utożsamia się równość ze stanem, iż wszyscy powinni mieć po równo. Co – jak już widzieliśmy w praktyce – oznacza, że wszyscy mają mieć równo źle, ale też jest praktycznie nieosiągalne. Mimo wszystko wielu ludzi wciąż wierzy (i słowo „wiara” jest tutaj kluczowe), że wszyscy powinni mieć po równo. Tylko po równo czego?

Równość warunków może być jednak spełniona na dwa sposoby albo (A) dążymy do wyrównania warunków bez względu na różnice indywidualne, albo (B) dążymy do zapewnienia wszystkim minimalnych, wystarczających warunków.

(A) Odpowiada na pytanie: czy mam tyle co inni?

Pozornie, w powszechnej świadomości, daje to obietnicę wyrównywania w górę. Inni mają więcej niż ja, więc mogę oczekiwać jakiejś rekompensaty. W rzeczywistości, jak widzieliśmy już wcześniej w punkcie dotyczącym wywłaszczenia, oznacza to raczej oczekiwanie, że inni stracą swoje, ponieważ nie da się wyrównać w górę poziomu życia wszystkich. Dlatego trzeba by raczej pytać, czy inni mają równie mało jak ja?

(B) Odpowiada na pytanie: czy mam dość dla siebie?

Jeżeli tak trudno dać wszystkim po równo, to może powinniśmy dać każdemu tylko tyle by zaspokoić jego potrzeby (zob. 1.2). Brzmi to dobrze, ale jeżeli będzie stosowane dosłownie to pojawiają się pewne niepokojące paradoksy.

Mamy do wyboru dwie ścieżki.

Określimy minimum, które każdemu się należy i każdemu będziemy wyrównywać do tego minimum, jeżeli mu brakuje (na tym opiera się idea minimalnego dochodu gwarantowanego). Przeciwnicy powiedzą, że działa to demoralizująco (wielu ludziom bardziej będzie się opłacało nie pracować w ogóle) oraz musi być oparte na zniesieniu równości politycznej, ponieważ zapewnienie środków minimum wymaga daleko posuniętej redystrybucji.

Problemem jest też zdefiniowanie minimum. Ma być wyrażone w sumie pieniężnej? A może w liczbie dostępnych kalorii lub parytetem siły nabywczej? Takie miary jednak nie uwzględniają indywidualnych różnic między jednostkami, dlatego dadzą równość nominalną, ale nie rzeczywistą.

Może jednak określimy klasy według potrzeb. Wtedy wyrównujemy każdemu według jego klasy społecznej.

Brzmi to niesprawiedliwie, ale jest już stosowane w wielu krajach Europy zachodniej, gdzie wysokość zasiłku dla bezrobotnych jest zależna od wcześniejszej pensji. Celem jest zapewnienie osobie bezrobotnej podobnego poziomu życia, jak wcześniej i danie czasu na poszukiwanie nowej pracy, bez przymusu wzięcia czegoś gorszego, co zaowocowałoby obniżeniem dotychczasowego standardu życia.

Użycie podobnej logiki do stworzenia uniwersalnego mechanizmu równości kazało by jednak dopłacać mniej zamożnym milionerom do poziomu dochodu milionerów, którym się lepiej powodzi. Chociaż taki mechanizm ułatwiłby zdobycie poparcia społecznego dla systemu we wszystkich klasach społecznych oraz zachowanie równości politycznej i wobec prawa, to jest nie tylko niepraktyczny, ale też naciągany moralnie (zob. 1.4 Pomóc najsłabszym).

Równanie do czego?

Można jednak przyjąć inną miarę równości warunków? Skoro mierzenie i porównywanie stanu posiadania wydaje się zarówno mało praktyczne i nieskuteczne, to może powinniśmy poszukiwać równości w osiąganych wynikach. Lecz i tutaj możemy mieć do czynienia z dwoma przeciwnymi koncepcjami: (X) równość osiąganych wyników oraz (Y) równość zdolności do osiągnięcia porównywalnych wyników. Ujmując to inaczej: od każdego według jego możliwości czy każdemu według jego możliwości?

Już tutaj anarchiście zapala się czerwona lampka – nb., kto ma decydować o zdolnościach, a jeżeli nawet, to czy istnieje trafny mechanizm ich rozpoznawania?

Takie spojrzenie sprowadza też kwestię równości do równości w dochodzeniu do samodzielnego funkcjonowania w społeczeństwie, uznając, że dalsze powodzenie jest pochodną socjalizacji w okresie dzieciństwa i wchodzenia w dorosłość.

(X) Odpowiada na pytanie: czy osiągam te same wyniki, jak inni?

Taka koncepcja zakłada, że możemy zmierzyć w jakiś obiektywny sposób potencjał jednostki i wskazać jej cele jakie ma osiągnąć oraz dostarczyć potrzebnych do tego środków. Wszyscy jednak nie mogą robić w życiu tego samego.

Współczesny świat, czy to się komuś podoba czy nie, jest oparty na specjalizacji i podziale pracy. Oznacza to, że dominująca większość pracy jest w nim nudna i mało inspirująca, równocześnie wymaga zdobycia specyficznej wiedzy i doświadczenia. W rezultacie w ciągu życia można zmienić wykonywany zawód co najwyżej kilkukrotnie – oczywiście znajdą się wyjątki, ale nie podważają one reguły. Samo to wprowadza już sporą nierówność. Co gorsza wyklucza osiągnięcie równości wyników, ponieważ wszyscy nie tylko nie mogą zająć porównywalnych stanowisk, ale nawet nie mogą mieć porównywalnych zawodów. Nawet po rewolucji ktoś będzie musiał się zajmować leczeniem ludzi, a ktoś inny utylizacją śmieci.

Dlatego, zgodnie z logiką od każdego według jego możliwości, powinien powstać system badania i określania możliwości jednostek (w domyśle, gdzieś w wieku szkolnym) i dalej przebieg kariery oraz zakres pomocy takiej osobie powinien być zależny od przynależności do określonej grupy.

Widać, że takie założenie znowu odbiera jednostkom zasób „c” i tworzy de facto system kastowy – jednostka raz przypasowana do określonej kategorii zostaje w niej uwięziona do końca życia. Ponadto likwiduje równość praw, ponieważ system nie zadziała bez narzucenia go przemocą.

Obrońcy takiego systemu będą wskazywać na jego naukowy i merytoryczny charakter. Będą twierdzić, że każde dziecko, a potem dorosły człowiek odnajdzie odpowiednie dla siebie zajęcie i będzie szczęśliwy, ponieważ do maksimum będzie wypełniał swoje możliwości.

Merytokracja jest jednak nie do zaakceptowania – i to chyba nie tylko dla anarchizmu – z trzech powodów: 1) odbieramy ludziom wolność osobistą, wolność dokonywania wyborów życiowych (zasób „c”); 2) wymaga ona stworzenia monstrualnego systemu biurokratycznego o charakterze autorytarnym, jeżeli nie totalitarnym, ze wszystkimi jego wadami, o których mówiliśmy wcześniej; 3) merytoryczny charakter systemu jest w najlepszym razie krótkotrwały.

Ad. 3. Merytokracja jako system polityczny jest złudzeniem z powodu jego niezdolności do zachowania kryterium merytokratycznego już przy pierwszej wymianie pokoleniowej.

Po pierwsze, przypisanie rodziców do określonej kategorii zdeterminuje zasób „d” dzieci, skazując ludzi na de facto dziedziczenie przynależności kastowej.

Po drugie, rodzice, którzy jeśli nawet sami zdobyli miejsce na szczycie nowej piramidy społecznej dzięki „zdolnościom”, zrobią wszystko by ich dzieci zajęły tę samą pozycję na szczycie systemu merytorycznego, jak oni – bez względu na to czy posiadają odpowiednie zdolności. W ten sposób merytokracja w ciągu jednego pokolenia zamieni się w oligarchię, a ta w ciągu kolejnych kilku pokoleń w arystokrację.

La serrata – to proces zapoczątkowany w Wenecji w 1297 roku wprowadzeniem systematycznie poszerzanego zakazu awansu społeczno-ekonomicznego (wł. blokada). Proces zakończył się w 1423 roku likwidacją pozbawionego już władzy zgromadzenia ludowego (Concio). W konsekwencji Wenecja stała się zamkniętą republiką oligarchiczną i sama doprowadziła się do stagnacji oraz ostatecznego upadku. W ten sposób egoistyczny interes elit doprowadził do upadku całego systemu w ciągu ledwie kilkunastu pokoleń.

Przy okazji: widzę wiele paraleli między La Serrata a kapitalizmem XXI wieku.

(Y) Odpowiada na pytanie: czy mógłbym osiągnąć porównywalne wyniki jak inni?

Odmienne założenie leży w przypadku koncepcji zrównywania zdolności do osiągnięcia porównywalnych wyników. Tutaj celem jest osiągniecie mniej więcej równych, czy właściwie porównywalnych, perspektyw życiowych między ludźmi posiadającymi podobny talent, ale różniącymi się zasobami.

Tutaj też jest potrzebny jakiś system determinujący ludzkie zdolności. Nie będzie on tak bezwzględny jak w poprzednim przypadku (X) i może przyjmować różne formy, od na przykład otwartego systemu stypendialnego po powszechny dostęp do bezpłatnej nauki z wyższym wykształceniem włącznie (z kryterium zdolności determinowanym egzaminami lub bez). Choć bez problemu możemy sobie wyobrazić bardziej złożone systemy.

Zaletą tego systemu jest pozostawienie jednostkom jakiegoś pola wolności wyboru. Problemem jest kwestia równoważenia różnic wynikających z zasobu „d”, które jak zauważyliśmy wcześniej mogą mieć pochodzenie naturalne (np. inteligencja), ale też być wynikiem socjalizacji (świadomość możliwości, zachęta ze strony otoczenia, chęć używania posiadanej inteligencji itp.).

Trudna do uniknięcia jest także i tutaj kwestia nadużyć ze strony aparatu biurokratycznego czy też personelu zaangażowanego w proces edukacyjny – wystarczy wspomnieć rodzinne klany funkcjonujące na polskich uczelniach.

Są też inne kwestie, czy społeczeństwo ma limitować określone kierunki kształcenia ze względu na swoje potrzeby (więcej lekarzy niż gitarzystów rockowych)?

Mogę mieć zdolność do zostania chirurgiem neurologiem, ale mogę woleć grać na gitarze, do czego nie mam zdolności. Czy powinienem w takim wypadku oczekiwać rekompensaty – wyrównania za fakt, że zostałem słabym muzykiem rockowym – od kogoś, kto zgodnie ze swoimi zdolnościami został świetnym muzykiem rockowym lub chirurgiem?

1.4 Pomóc najsłabszym

Czy rozważania nad równością w oderwaniu od innych wartości mają sens? Moim zdaniem są nie tylko daremne, ale niebezpieczne. Zauważmy, że za postulatem równości powinno stać współczucie dla pokrzywdzonych. To głęboka, moralna niezgoda na krzywdę, jaka spotyka grupy upośledzone społecznie i ekonomicznie, stała za powstaniem lewicy, ale też i anarchizmu – stąd też utożsamianie przez wielu anarchizmu z lewicą – moim zdaniem błędne.

Korzenie – użyjmy dla uproszczenia tego terminu – imperatywu moralnego równości tkwią zarówno w pierwotnych instynktach homo sapiens, ale też w różnych koncepcjach religijnych powstałych na przestrzeni dziejów oraz w angielskim i francuskim Oświeceniu. Pragnienie równości, jako sposobu na znoszenie krzywd, było w historii źródłem wielu wspaniałych czynów, jak i największych zbrodni.

Łatwo o przyjęcie logiki, że skoro wcześniej jedni cierpieli, a inni żyli w luksusie, to teraz trzeba odwrócić role. Lecz jak zobaczyliśmy wcześniej, odwrócenie ról nie działa, ponieważ to, co było luksusem dla niewielu, nie zaspokoi rzesz z dołów społecznych.

Także dzisiaj dla wielu ideał równości wiąże się z postulatem zlikwidowania biedy, krzywdy i nieszczęścia. Niestety entuzjazm często zastępuje lub wręcz wypiera pierwiastek oświeceniowy i racjonalność.

Trzeba zaznaczyć, że z kolei fetyszyzowanie równości w oderwaniu od solidarności i współczucia może prowadzić do skrajnie różnych rozwiązań. I niekoniecznie mówimy tym razem o gułagu.

Silny pierwiastek równości występuje także w ideologii faszystowskiej. Ma to być oczywiście równość wewnątrz narodu. Silna władza poprzez autorytarny korporacjonizm jednoczy i wyrównuje różnicę (Mussolini, Salazar, Franco). Rola redystrybucyjna państwa oraz zapewnienie pełnego zatrudnienia stają się podstawą rządów „przywódcy”.

W skrajnej formie narodowego socjalizmu z dodatkiem pierwiastka rasistowskiego (Hitler) kreuje to ideę równości poprzez eliminację najsłabszych oraz tych naturalnie „nierównych”. Powstaje zbiór równych, czystych rasowo (zauważmy, że jest to też warunek równości dla nazizmu) ludzi oraz druga kategoria podludzi, którzy nie zasługują na równość. Ci w najlepszym wypadku są przeznaczeni do niewolniczej pracy albo do fizycznej likwidacji. Idea równości wiedzie tutaj wprost do komory gazowej.

Dlatego dla anarchizmu równie ważne oraz niezbędne są współczucie i międzyludzka solidarność, jak i racjonalność oraz zrozumienie poprzez naukę.

1.5 Anarchistyczna równość

Nierówności

Zobaczyliśmy wcześniej, iż rozważania nad równością w oderwaniu od innych wartości, jak solidarność (braterstwo) oraz cnota, zaufanie czy wolność (o których będziemy mówić w następnych częściach) mogą prowadzić na prawo, do komór gazowych lub na lewo, do gułagu. Tylko podejście do nierówności jako elementu systemu pozwala nam uniknąć pułapki równania wszystkich o głowę. Dlatego dla anarchizmu walka z nierównością – w przeciwieństwie do lewicy – nie jest celem samym w sobie, ale powodem, jedną z przyczyn podjęcia walki z władzą, z państwem.

Celem tutaj będzie eliminacja nienaturalnych (skrajnych) nierówności. Za nienaturalne (skrajne) uznamy takie, które wynikają ze skrajnych nierówności majątkowych i siły politycznej (zawsze opartych na jakiejś formie przemocy instytucjonalnej i wspierających się nawzajem), których istnienie i skuteczność gwarantuje państwo.

Trzeba zauważyć, że takie podejście do likwidacji nierówności jest mało atrakcyjne. Nie obiecuje szczęścia w ogóle, a już na pewno jutro, nazajutrz po rewolucji, a jedynie obiecuje, że obalenie państwa jest początkiem powolnego procesu redukowania nierówności. Nie łudźmy się! Nierówności społeczne, które narastały przez setki lat nie znikną w ciągu roku, a nawet życia jednego pokolenia. Jest to po prostu niemożliwe bez „równania w dół”.

Dzisiaj problemem jest wciąż państwo. W przeciwieństwie do Piketty’ego (ten jak Marks potrafi rozpoznać chorobę, ale źle rozpoznaje źródło i przez to serwuje złe lekarstwo) nie jest ono dla mnie sposobem na rozwiązanie problemu, a jednym z jego źródeł. To państwo stwarza warunki funkcjonowania oraz chroni korporacje i najbogatszych. Wypacza mechanizm dystrybucji jakim jest wolny rynek, ale w przeciwieństwie do neolibrałów sądzę, iż nie dlatego, że chroni pracowników (czego nie robi), lecz dlatego, iż chroni korporacje zarówno przed konkurencją czy pracownikami, jak i przed błędami (bailout). Co też umożliwia nienaturalną koncentrację kapitału i rozwój nierówności ekonomicznych poza naturalne (wynikające z pracy i użytkowania) poziomy.

Jak pokazała Mariana Mazzucato („The Entrepreneurial State: debunking public vs. private sector myths” – 2013) państwo nie tylko chroni korporacje przed ich własnymi błędami, dostarczając pomoc publiczną, ale też podejmuje za nie ryzyko wynikające z prowadzenia prac badawczych i tworzenia innowacji, które są finansowane ze środków publicznych i ich ryzyko ponosi całe społeczeństwo, gdy tymczasem zyski są przejmowane przez korporacje.

Korporacje pozbawione parasola ochronnego państwa nie przetrwają na rynku zbyt długo, ponieważ nikt nie jest w stanie uchronić się w długiej perspektywie czasowej od błędów.

Podobnie jest z najbogatszymi rodzinami. Majątek można odziedziczyć, ale z inteligencją i zdolnościami bywa już różnie. Żadna rodzina nie może w dłuższej perspektywie czasu utrzymać majątku i wpływów oraz wydawać z siebie wybitnych jednostek. Gdyby tak było, to wciąż rządziliby nami potomkowie rzymskich senatorów.

Według Bank of Korea (2008) na świecie istnieje jedynie niewiele więcej niż pięć tysięcy firm starszych niż 200 lat. Z tego ponad trzy tysiące w Japonii, ponad osiemset w Niemczech oraz po około 200 we Francji i Holandii. Tylko tuzin ma więcej niż tysiąc lat. Przeważająca większość z nich to małe (zatrudniające mniej niż 300 osób), lokalne firmy, o których nikt nigdy nie słyszał, ponieważ nigdy nie podjęły ryzyka globalnej ekspansji.

Ile potrzeba by roztrwonić największy nawet majątek? Dwa, trzy, cztery pokolenia (tak, zdarzają się wyjątki, ale są mniejsze niż błąd statystyczny)? Jeżeli tak się nie dzieje, to tylko dlatego, że w pewnym momencie, majątek rodzinny jest lokowany w funduszach inwestycyjnych, które jak korporacje zyskują ochronę i przywileje ze strony państwa.

Oczywiście, nie oznacza to, że majątek zdobyty w wyniku rabunku lub przekrętów powinien pozostać nietykalny. Redystrybucja nie jest jednak celem, ale eliminacja źródeł nierówności (zob. Część: 4 Własność i dystrybucja).

Panowanie

Wcale nie jesteśmy skazani na kompromis liberalnego państwa, które obiecuje zachowanie pewnych wolności politycznych w zamian za większe nierówności materialne, lub na socjalne autokracje (nieważne z lewa czy z prawa) obiecujące to samo, tylko na odwrót.

Nie musimy podejmować gry w panowanie w celu przeciągania akcentów na bardziej „społeczne” lub „liberalne”. Możemy odrzucić grę w panowanie jako taką, ale jak zobaczymy w następnych częściach, oznacza to także wyrzeczenie się panowania nad innymi, co dla wielu nie jest łatwe.

Nie jest też łatwe powiedzenie upośledzonym grupom społecznym, że redystrybucja niewiele zmieni w ich życiu, a może tylko pogorszyć ich kondycję – każdy kryzys społeczny czy załamanie gospodarcze najbardziej zawsze dotyka najsłabszych.

Ludzie oczekują szybkich zmian na lepsze. Dlatego hasła redystrybucji są nośne i często wykorzystywane przez populizm z prawa i lewa. Anarchizm może przeciwstawić mu powolną, ale stałą zmianę sytuacji poprzez doszacowanie pracy, a przede wszystkim eliminację monopoli, przywilejów itp., czyli całego parasola ochronnego nad korporacyjnym kapitalizmem.

Można zgadywać, że wyrównanie, ale nie zrównanie, wewnątrz poszczególnych społeczności i tak będzie postępować szybciej niż wyrównywanie się różnic pomiędzy poszczególnymi regionami geograficznymi.

Anarchizm jak zobaczymy w kolejnych częściach wymaga jednak w zamian aktywności społecznej, samoorganizacji, odpowiedzialności i pomocy wzajemnej. Są to jednak hasła mało atrakcyjne nawet dla wielu „działaczy” czy też „entuzjastów” anarchizmu.

Na zakończenie musimy powtórzyć, iż każda społeczność, czy też czasoprzestrzeń w jakiej funkcjonuje dana społeczność, promuje określone cechy i zdolności wśród jej członków – na tym polega ewolucja. Raz będzie to zdolność do mordowania innych, innym razem smykałka do handlu lub łowiectwa. To stwarza równocześnie grupę ludzi pozbawionych talentów promowanych w danym miejscu i czasie, tworzy klasę upośledzonych społecznie.

Ponadto, społeczność dostosowując się do danego miejsca i czasu wybiera i kreuje określony model współżycia. I to od tego wyboru często zależy położenie tych słabiej dostosowanych do danego miejsca i czasu.

Bunt przeciw realiom, czy organizacji życia w danym miejscu i czasie nie ma sensu, jest jałowy. Nie dotyczy to jednak dokonanego wyboru modelu współżycia.

Anarchizm wskazuje, iż to przymus państwowy pozwala elitom na wybór modelu, w którym upośledzeni będą mieli gorszą pozycję społeczną. Likwidacja państwa nie zlikwiduje ich upośledzenia, ale da możliwość wyboru organizacji czy wspólnoty, w której ich upośledzenie nie posłuży do marginalizacji i eksploatacji (zob. część 5: Umowa społeczna i prawo odejścia).

Solidarność

Oczywiście zawsze pozostaną ci, którym się nie wiedzie z powodów losowych oraz nazwijmy to dla uproszczenia „życiowej nieporadności”, czy też deficytu zasobu „d” lub pozostałych. Tutaj jest ogromne pole dla solidarności, czy też braterstwa, którymi zajmiemy się w następnej części.

Na zakończenie trzeba jeszcze raz zaznaczyć, iż nie można utożsamiać postulatu równości z koncepcją pomocy potrzebującym. Mam wrażenie, że wiele nieporozumień wynika właśnie z mieszania tych dwóch koncepcji.

Reklamy

2 Komentarze Dodaj własny

  1. Dziarski Henk pisze:

    Obok równości ekonomicznej, jest też równość wobec prawa, równość w stanowieniu prawa, równość społeczna. Te pojęcia równości są raczej nierozłączne z myślą wolnościową.
    1. Pomysł na równość ekonomiczną tak jak piszecie to reakcja na skrajną nierówność ekonomiczną, która ma miejsce na świecie, który ukształtował lewicę. Może prowadzić do wypaczeń. Samoorganizacja jest rozwiązaniem dla zdolnych, wolnych i świadomych, pytanie co z resztą społeczeństwa? Redystrybucja systemowa ma przewagę w wyrównywaniu szans dla niezdolnych, niewykształconych i niewolnych, ceną jest biurokracja, a teoretycznym straszakiem na biurokratów demokracja. Jakie problemy ma demokracja wiemy. Myślę, że w obecnej sytuacji potrzebne/korzystne są obie drogi zmian społecznych państwowe i oddolne.

    2. Problem z biurokracją nie jest dziedziną państwa, raczej bezwładności dużych (i nie tylko dużych) organizacji w ogóle. Dlatego bardziej kluczowe niż obalanie państwa według mnie jest tworzenie lepszych sposobów na organizacje społeczną. Lepszych etycznie i skutecznie działających.

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s