OPINIE: Nowa Skłodowska

dnia

M10: Nowa Skłodowska

Obecnie tzw. ruch anarchistyczny – nie tylko w Polsce, widzę podobne zjawisko za granicą – jest dotknięty trzema problemami: goszyzmem, akcjonizmem i sektarianizmem. W rzeczywistości te trzy zjawiska przenikają siebie nawzajem i wzmacniają. Jedno nie może istnieć bez pozostałych dwóch.

GOSZYZM

Goszyzm, choć jako termin pojawił się w latach dwudziestych ubiegłego wieku, to dzisiaj jest kojarzony jednoznacznie z ideologią ‘68 i kontestacji młodzieżowej (włącznie ze współczesnymi subkulturami odwołującymi się do lewicy). Mimo chlubnych, antybolszewickich początków, jest to obecnie synkretyczna mieszanka jedynie sloganów zaczerpniętych z marksizmu, anarchizmu i ekologii głębokiej. Jak każda mieszanka, goszyzm jest sprzeczny wewnętrznie, nb. jak można pogodzić postulat gospodarki centralnie planowanej i likwidacji przymusu państwowego? Atrakcyjność goszyzmu polega jednak na podawaniu prostych rozwiązań i zaspokojeniu emocjonalności pewnego typu osobowości – o czym za chwilę, przy okazji akcjonizmu.

Jego postulaty są niemożliwe do zrealizowania – zarówno z powodów sprzeczności między nimi, jak i realiów społeczno-ekonomicznych – ale to nie stanowi żadnego problemu, dopóki jest on chroniony przez akcjonizm i sektarianizm.

AKCJONIZM

Akcje podejmowane przez ruch od początku lat dziewięćdziesiątych bywają potrzebne i skuteczne, ale jest też wiele niepotrzebnych i przynoszących skutki przeciwne od zamierzonych. Problem polega na tym, że kiedy nawet mają wymiar pozytywny, to ich wpływ w skali makro jest żaden. Nie chodzi mi o to by zaprzestać pozytywnej działalności, ale o to by stała się ona elementem szerszej zmiany.

Akcjonizm zaspokaja jednak głęboką, emocjonalną potrzebę wielu działaczy pokazania systemowi palca. Skłonność do emocjonalnego odbioru rzeczywistości powoduje jednak, że często można odnieść wrażenie, że wielu radykalnych działaczy buntuje się przeciw organizacji życia jako takiej, a nie konkretnemu systemowi społeczno-ekonomicznemu. Wydaje się, że wierzą, iż po rewolucji nastąpi nowy Eden.

Co system potrafi świetnie wykorzystać nie tylko do ośmieszenia anarchizmu jako takiego, ale do zaprezentowania się z dobrej strony, jaki to jest „tolerancyjny i wolnościowy, skoro nawet tacy wariaci mogą działać”.

Ta emocjonalna nadwrażliwość jest zresztą widoczna w reakcji na wszelkie próby podjęcia dyskusji nad kierunkiem, w którym ruch anarchistyczny (nie) podąża. Emocjonalność ta wynika zarówno z sektarianizmu, jak i jest jego źródłem. To dwa nakręcające się nawzajem zjawiska.

SEKTARIANIZM

To truizm, ale wygląda na to, że trzeba w kółko przypominać: tylko w konfrontacji z przeciwnymi poglądami możemy zweryfikować swoje. Nikt, kto przemyślał i przeanalizował krytycznie swoje, nie może się obawiać dyskusji z innymi.

Większość osób jest jednak zainteresowana tylko tym, by coś się działo (stąd akcyjność) i wspólną zabawą. Chcą w spokoju sączyć goszystowski koktajl z czerwono-czarną parasolką. Owszem, goszystowski miks jest łatwo przyswajalny, ale słabo przystaje nie tylko do anarchizmu, ale też do polskiej rzeczywistości 2017 roku. Dlatego wiedzą, że jakakolwiek konfrontacja z rzeczywistością musi wywołać kaca, a tego imprezowicze nie lubią.

Wynika to chyba z (pod)świadomości słabości swoich poglądów, które mogą się rozpaść pod wpływem konfrontacji. Stąd też agresja werbalna, która w połączeniu z całym rozemocjonowaniem robi wrażenie histerii.

Ciekawym zjawiskiem jest też postawa roszczeniowa. Wielu ludzi oczekuje „pozytywnej oferty”. Uważają, że ruch społeczny (zróbmy to założenie) ma im coś oferować, a jak oferta nie będzie odpowiednia (zabawa, fajne akcje, pozytywne doświadczenie i przyjemna atmosfera bez zbędnego wysiłku i pracy nad sobą, a najlepiej nich ktoś przytuli i powie im jacy są zajebiści), to co? Obrażą się i pójdą sobie? Zapiszą się do Razem?

A co jeżeli możemy tylko zaoferować: pot, krew i łzy…?

Anarchistka i anarchista powinien się ciągle rozwijać, dowiadywać się rzeczy nowych, przede wszystkim z wiedzy powszechnej, bo anarchizm ma sens tylko, kiedy będzie aplikowany w konkretnej rzeczywistości. Należy eksperymentować, szukać, puszczać wodze fantazji itd. Przecież bycie na marginesie powinno mieć ten plus, że nie trzeba się zbytnio martwić o image, no nie?

Większość towarzystwa poprzestaje jednak na kilku klasykach (wersja optymistyczna) lub na agitkach i rożnego rodzaju ABC (wersja realistyczna). Doktrynerstwo króluje.

Stąd też nawoływania do cenzury na Kongresie (sam fakt, iż ktoś ją zaproponował, świadczy o nędzy intelektualnej i moralnej także środowiska, nie tylko „ktosia”), czy wściekłe i emocjonalne, ale mało merytoryczne ataki na tych, którzy nie tylko nie chcą brać udziału w spektaklu, ale i pragną pchnąć ruch anarchistyczny na nowe tory, które mogą (nie przesądzam tego) dać nam realną szansę wpływu na rzeczywistość w skali makro.

Prawda jest taka, że większości taki stan rzeczy odpowiada. Stąd sekowanie „innych” i komiczne bluzgi w stylu „anarchokapitaliści”, „anarchofaszyści” czy „anarchofeudały”. W rzeczywistości ideologiczne zacietrzewienie – nawet w anturażu anarchistycznym – nie wygeneruje nowych pomysłów i rozwiązań, bez których skazani jesteśmy na wieczny sektarianizm oraz opowieści o „zniewoleniu przez wolność” (SIC!).

papa_maman_fasciste

Nadużywanie terminu „anarchokapitalista” jako wulgaryzmu w stosunku do każdego, kto nie chce truć umysłu goszystowskim koktajlem, spowodowało, że samo słowo straciło jakąkolwiek pojemność pojęciową i pozostaje pustą obelgą, którą można zbyć wzruszeniem ramion.

Podobnie ciągłe gadanie o „dziadkach” jedynie dowodzi infantylności mówiących, ale niewiele mówi o adresatach.

Wiem też, że raczej nie będzie w komentarzach poważnej polemiki tylko bluzgi. Wciąż te same, ponieważ innych płytka myśl goszystowska nie będzie potrafiła wygenerować – jej prostota jest widoczna choćby w najnowszym stwierdzeniu, że jak ktoś walczył z PRL, to walczył o kapitalizm.

NOWA SKŁODOWSKA

revista_blancaNa czym polegała kiedyś siła przyciągania anarchizmu? Czemu tylu intelektualistów i przeciętnych ludzi potrafiło kiedyś utożsamić się z ideą zniesienia przymusu państwowego?

Dzisiaj ludzie o wolnościowych, anarchistycznych poglądach funkcjonujący w mainstreamie i prowadzący wiele społecznych inicjatyw wolą się do nich nie przyznawać, ponieważ nie chcą być utożsamiani z goszystowskim gettem, które im samym jest trudno potraktować serio.

Kto dzisiaj pamięta, że Curie-Skłodowska anarchizowała (jak i Piotr Curie) oraz pisywała do działu naukowego „La Revista Blanca”?

No tak, ale które pismo anarchistyczne ma dzisiaj dział naukowy, nie mówiąc już o publicystce tego kalibru?

Dzisiaj anarchiści wydają pisma dla samych siebie, w których piszą o sobie. Kiedy ktoś stwierdzi, że szerokiej opinii publicznej to nie obchodzi, usłyszy, że jest reakcjonistą.

Na jednym z forów przeczytałem ostatnio, że to „publika powinna się dostosować do nas, a nie my do niej”…

Anarchiści funkcjonowali kiedyś w głównym nurcie. Byli lekarzami, naukowcami, artystami. Tworzyli lub pracowali dla ludzi, dla szerokiej publiczności. Anarchizm im w tym nie przeszkadzał, ale stanowił siłę napędową ich działań. Nie wstydzili się pisać i mówić, że osiągnęli to, co osiągnęli, dzięki anarchistycznym przekonaniom. Cała ich postawa społeczna mówiła: jestem poważnym człowiekiem i to, co mówię o społeczeństwie, przemocy państwa i związanego z nim kapitału, też jest poważne, jak cały mój dorobek. Nie determinuje mnie łatka anarchisty, ale to, co osiągnąłem, czyni mnie anarchistą.

Dla nich życie i funkcjonowanie w subkulturowym getcie nie miało sensu. Co można pożytecznego zrobić działając na śmietniku systemu? Pomoże się kilku pokrzywdzonym ludziom – to ważne i nie chodzi, aby tego zaniechać – ale celem powinno być usunięcie przyczyny nieszczęścia, a nie doraźne leczenie jego skutków.

Czasy Judymów i Siłaczek też już minęły. Nie chodzi o to by „pójść w lud”, ale żeby zacząć zauważać rzeczywistość taką, jaką jest. Tylko funkcjonując i tworząc dla głównego nurtu możemy mieć na niego wpływ.

Ostatnią książką w mainstreamie, w której przemycono myśl anarchistyczną (nie mówię o karykaturalnym obrazie anarchisty) byli wydani w 1974 roku „Wydziedziczeni” Le Guin. Od tamtej pory nic.

Nowe rzeczy jednak same nie powstaną, jeśli to my ich nie stworzymy. Do tego jednak trzeba zejść z piedestału wzgardy dla kultury powszechnej i „zwykłych” ludzi. Wzgardy, która niestety równie często jest sposobem na ukrycie własnej mierności połączonej z wybujałymi, choć nieuzasadnionymi, ambicjami.

Twórzmy gazety, które ludzie będą chcieli czytać i edukujmy ich przy okazji. Przemycajmy mniej lub bardziej jawnie idee anarchizmu. Stwórzmy naszego WIRUSA IDEI. Naśladowanie dzisiaj w formie i działaniu prasy z czasów podziemia to głupota i marnotrawstwo energii oraz środków. No chyba, że chodzi o to, aby pisać dla siebie o sobie.

To, co potrzebujemy, to nowa Skłodowska, a właściwie ich armia. Piszcie książki dla zwykłych ludzi, dokonujcie odkryć, znajdźcie lekarstwo na raka, sięgnijcie gwiazd… Pozytywistyczne, no nie? Inaczej się nie da! Na pewno w getcie nowa Skłodowska się nie narodzi i nie będzie jej bez pracy nad sobą.

PRACA NAD SOBĄ

Kolejny truizm: zanim zaczniesz zmieniać społeczeństwo, zmień siebie.

Pracuj nad sobą. Ucz się języków. Edukuj się. Lecz niekoniecznie klasykami, nb. co Bakunin, który zmarł 141 lat temu, może nam powiedzieć o dzisiejszej Polsce lub świecie? Na pewno nie da nikomu przepisu na zmianę obecnej rzeczywistości. Owszem, może być wyjściem do samodzielnej pracy, ale żeby wykonać taką pracę, to trzeba mieć narzędzia. Współczesne narzędzia i wiedzę o współczesnym świecie.

Konfucjusz miał powiedzieć, że wiedza bez myślenia jest daremna, a myślenie bez wiedzy niebezpieczne. No tak, ale to był reakcjonista, więc można to olać.

Przede wszystkim wyjdź z getta, a cokolwiek robisz, rób dobrze. Znajdź pasję i się w niej realizuj. Lepszy dobry anarchista i nauczyciel tanga, niż sfrustrowany, utajniony syndykalista, co boi się założyć związek zawodowy w robocie. Pierwszy MOŻE zbierze ludzi wokół siebie, ale drugi na pewno będzie tylko truł.

Mont_Blanc
1996, Mont Blanc. Owca, Kaczor i Winior z warszawskiej ekipy RSA rozwinęli flagę po zdobyciu szczytu.

Zamiast gadać o przejmowaniu zakładów, załóż spółdzielnię. Nie, nie będzie łatwo. Potkniesz się nie raz i pewnie upadniesz nie dwa. Jeżeli jednak, ktoś ci obiecuje, że anarchizm i zmiana społeczna nastąpią bez zmiany w tobie, to cię oszukuje. Jeżeli mu wierzysz, to (pod)świadomie dajesz się oszukiwać lub ci tak wygodniej, bo to przecież tylko zabawa w rewolucję.

Nie będę namawiał nikogo do zmiany diety, stylu życia czy rzucenia używek. Każdy jest panem swojego ciała, ale trudno mi sobie wyobrazić, że człowiek z ogorzałą twarzą, plączącym się językiem i „mięśniem” piwnym jest w stanie przekonać kogokolwiek do czegokolwiek lub będzie chociaż potraktowany poważnie.

Wszystko zależy chyba od tego, co jest dla kogo priorytetem: zabawa czy dotarcie do ludzi, realny wpływ na rzeczywistość społeczną.

Generalnie mam wrażenie, że dominuje w tzw. środowisku obraza na społeczeństwo, iż nie jest takie, jak powinno być, jak to sobie działacze wyśnili. Mam wiadomość: nie będzie inne i sam homo sapiens się nie zmieni. Musicie pracować z tym, co macie.

NOWY PARADYGMAT

Jako ruch społeczny potrzebujemy nowego paradygmatu działania. Musimy dotrzeć do ludzi, do powszechnej świadomości. Nie zrobimy tego powielając schemat podziemia, czy siedząc w getcie, poklepując się po plecach i mówiąc jacy jesteśmy zajebiści, tylko nikt nas nie rozumie.

Nie twierdzę, że znam przepis na stworzenie nowego paradygmatu działania. Wiem jednak, jestem pewien, że jeżeli nic nie zmienimy dalsza marginalizacja ruchu anarchistycznego jest nieuchronna. Owszem będzie on trwał, ale w formie getta, swoistej świeckiej sekty.

Jak Amisze „obecni w świecie, ale w nim nieuczestniczący.” Tylko z pobłażliwą pogardą patrzący na świat i ludzi, którzy nie zasługują na ich uwagę.

Pół biedy, jeżeli skończy się to wycofaniem, gorzej, jak ktoś stwierdzi, że trzeba innych ukarać lub zmusić do kolektywistycznego raju. Całe szczęście, zdolność goszystowskiej imprezy do realizacji swoich wizji jest poza marginesem prawdopodobieństwa.

Nie trzeba też porzucać tego pozytywnego, co już robimy. Akcji lokatorskich, czy związkowych (nie będę się wypowiadał o paranoi ZSP vs. IP, choć stanowi to ciekawy przykład sektarianizmu) lub Jedzenia Zamiast Bomb oraz wielu innych. Nie oszukujmy się jednak, one same nie zmienią rzeczywistości społecznej w skali makro. Ba! One nawet nie zmieniają nas, a często tylko hodują samozadowolenie.

Jakby to nie brzmiało patetycznie, potrzebujemy nowego etosu anarchisty, bo to, co jest, to karykatura buntownika z fajnym kubkiem ze sklepu dla gadżeciarzy.

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s