IDEE: Anarchizm wg. M10

dnia

Anarchizm wg. M10

Tekst Janego zainspirował mnie do próby zsyntetyzowania mojego (p)oglądu na anarchizm.

Muszę przyznać z pewnym zdziwieniem, że nie jest on aż tak odmienny od tego co napisał Jany, choć wychodzę kompletnie z innych założeń i różni nas drastycznie język, także ten symboliczny.

Nigdy nie rozumiałem fascynacji Janego sarmatyzmem. Jest to dla mnie kompletnie obcy i nie zrozumiały świat. Za to całkiem dobrze odczytuję klasyczną ekonomię polityczną, więc będę poruszał się raczej w obrębie tej dziedziny.

Najbliższy jest mi niekolektywistyczny mutualizm, za którego prekursora jest uznawany Benjamin Tucker. Jego chyba najsłynniejsze powiedzenie to, że „najdoskonalszy socjalizm jest możliwy tylko pod warunkiem najdoskonalszego indywidualizmu” jest często niezrozumiałe. Dla Tuckera kluczem był nie egoizm, ale relacja między własnością a pracą – do czego zaraz wrócę.

Tucker zmarł jednak w 1939 roku, a jego najpłodniejsze czasy przypadają na okres przed I wojną światową. Ponieważ nie jestem fanem życia w przeszłości – nie ważne czy to Sarmacja, czy Katalonia w 1936, więc nie chcę się rozpisywać o Tuckerze.

Współcześnie mutualizm jest reaktywowany przez nowe pokolenie nie-neoliberalnych ekonomistów. Przede wszystkim Kevina Carsona, który jest znany (szkoda, że głównie) z terminu „wulgarny libertarianizm” na określenie współczesnych anarchokapitalistów. Nic dziwnego, że ci odwdzięczyli mu się pisząc o nim jako marksiście (Walter Block). Trzeba zaznaczyć, że Carson – jak i moja skromna osoba – nie odmawia miana anarchizmu klasycznemu libertarianizmowi, choć się z nim nie zgadza (laborystyczna vs. krańcowa teoria pracy).

Krytycy mają o tyle rację, iż Carson, jak Tucker wcześniej, przyjmuje za podstawę laborystyczna teorię wartości. Carson wprowadza ją jednak nie w wersji marksistowskiej, ale klasycznej. Współczesna neoliberalna ekonomia za Wieserem przyjmuje tzw. użyteczność krańcową za miernik wartości. Jednak własność i zysk oraz wynikające z nich różnice między jednostkami muszą wynikać z pracy i użytkowania. Stąd silny sprzeciw wobec tzw. „własności intelektualnej”, zwłaszcza w dziedzinach nie związanych z pracą umysłową czy sztuką. Kuriozalnym przykładem jest tutaj rolnictwo (patentowanie DNA roślin).

Carson, jak Tucker, mówi o „czterech wielkich” monopolach: ziemia (własność niepowiązana z użytkowaniem), pieniądze (monopol emisji), taryfy (ograniczenia w aktywności ekonomicznej) i patenty (monopolizowanie wiedzy, która jest własnością wspólną ludzkości). To państwo stoi na straży „czterech wielkich”.

Carson rozróżnia również kapitalizm, jako twór historyczny, od mechanizmu dystrybucji jakim jest tzw. wolny rynek, który jest naturalnym mechanizmem wymiany. Kiedy znika, jest zastępowany czarnym rynkiem, vide: Korea Północna.

Problemem jest państwo. W przeciwieństwie do Piketty’ego (ten, jak Marks, potrafi rozpoznać chorobę, ale źle rozpoznaje źródło i przez to serwuje złe lekarstwo), nie jest ono dla mnie sposobem na rozwiązanie problemu, a jednym z jego źródeł. To państwo stwarza warunki funkcjonowania i chroni korporacje. Wypacza wolny rynek, ale w przeciwieństwie do neolibrałów, nie dlatego, że chroni pracowników (czego nie robi), ale dlatego iż chroni korporacje zarówno przed konkurencją, czy przed pracownikami, jak i przed błędami (bailout). Co też umożliwia nienaturalną koncentrację kapitału i rozwój nierówności ekonomicznych poza naturalne (wynikające z pracy i użytkowania) poziomy.

[Co ciekawe, zarówno anarchosocjaliści, jak i anarchokapitaliści utożsamiają wolny rynek i współczesny korporacyjny kapitalizm ze sobą. Mam często wrażenie, że mamy tutaj do czynienia ze zwierciadlanymi odbiciami, które stroją do siebie miny.]

Oczywiście mutualizm to coś więcej niż związana z nim teoria ekonomii politycznej. Mamy tutaj też szeroki program dobrowolnego kooperatyzmu, ale nie kolektywizmu. Przy tym nie odbiera się nikomu prawa do stworzenia alternatywnych form organizacji. Im większa różnorodność form współżycia tym lepiej, ludzie będą mieli większy wybór.
Ktoś chce żyć w komunie rolniczej czy robotniczym kolektywie? Proszę bardzo. Tylko nie próbujcie nam tego narzucać. Większość ludzi – moim zdaniem – nigdy się na to nie zgodzi. Ja się nie zgodzę na pewno.

Tyle, skrótowo, chyba wystarczy.

[Może nie potrzebnie wybrałem Tuckera i Carsona jako drogę do eksplikacji, ale nie opiszę tutaj wszystkiego, a pragnę dać czytelnikowi jakiś punkt odniesienia. Bynajmniej nie oznacza to, że są dla mnie jakąś wyrocznią lub w 100% przyjmuje ich światopogląd. Jest też wielu innych myślicieli i nurtów, które mnie inspirują, jak wolnościowy municypalizm.]

Abstrahując od nich, dla mnie wolność wiąże się z odpowiedzialnością (za siebie, za innych, tych słabych i za planetę = solidarność). Im większa wolność tym większa odpowiedzialność. Ona musi jednak wynikać z pobudek moralnych, ale też praktycznych. Życie we wspólnocie, a jesteśmy zwierzętami stadnymi, wymaga kompromisów, te jednak muszą być zawierane przez ludzi wolnych i świadomych, a nie trybiki jakiegoś kolektywu.

TERAZ JEDNAK NAJWAŻNIEJSZE: co z tego wszystkiego wynika? Nic. Nada! Gówno…

Ruch anarchistyczny nie ma żadnych możliwości wpływu na rzeczywistość społeczną. Jest to rezultatem czynników obiektywnych (państwo i jego monopole edukacyjne, informacyjne – nie oszukujmy się, niezależne treści są w Internecie marginesem, a on sam jest już zdominowany przez korporacje, ekonomiczny – brak możliwości realizowania alternatyw itp. itd.), ale też wewnętrznych.

Do tych można zaliczyć brak pluralizmu. Owszem on niby jest, ale wielu towarzyszek i towarzyszy ciągle urządza polowanie na czarownice. Odmienne zdanie zaraz kończy seria inwektyw od „dziadków” po „korwinistów” i „patologię anarchizmu”. My mamy grubą skórę i średnio nas to rusza (co najwyżej zrobimy sobie z nabzdyczonych krzykaczy bekę takim czy innym memem), ale to tylko dowodzi, że druga strona nie jest zainteresowana dialogiem. Doktrynerstwo rzuciło się wielu na mózg. Co gorsza, paraliżuje to wszelką działalność.

Jako środowisko RSA zdystansowaliśmy się (nie odcięliśmy) od FA przy okazji dyskusji o pomyśle z neutralnością światopoglądową prawa. Nie dlatego, że inni uznali, że to zły pomysł – do tego momentu dyskusja nigdy nie doszła – lecz dlatego, że zamiast konkretnych argumentów usłyszeliśmy kawałki, ale „tam nie ma nic o walce klas”, „a co z wolną Palestyną?”, „Indianach z Chiapas!”, „ale Kropotkin…” i moje ulubione „zajmijmy się ukrytymi strukturami władzy w FA”.

Mam – może niesprawiedliwie – wrażenie, że ideologia była tylko wymówką, że skonfrontowani z realną (moim zdaniem) możliwością wyjścia z getta, wielu po prostu stchórzyło, albo uznało, że to popsuje zabawę na śmietniku systemu.

Dzisiaj zabawa w getto trwa w najlepsze. Mnie i wielu innych anarchistów (nie tylko „dziadków”) to jednak nie interesuje. Staramy się robić swoje i nie wchodzimy w drogę innym. Mam jednak wrażenie, że samo istnienie kogoś innego drażni wielu gniewnych radykałów. Może potrzebują swojego „Żyda”, kogoś do obwiniania za własne niepowodzenia. Nie wiem.

Wiem za to, że donikąd to nie prowadzi, więc my idziemy własną drogą i naprawdę nikomu nie zabraniamy pójść jego. Współpracujmy w konkretnych projektach, ale jeżeli ceną za współpracę ma być podporządkowanie się „organizacji typu partyjnego”, to ja dziękuję.

Reklamy

Jeden Komentarz Dodaj własny

  1. goltheriagmailcom pisze:

    Reblogged this on Verde Rebellion.

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s