RECENZJE: Wydziedziczeni

Miron Gadulski: Ursula K. Le Guin „Wydziedziczeni”

Choć nie jest to nowa książka – wydano ją w 1974 roku (pierwsze polskie wydanie ukazało się z oczywistych względów dopiero w 1993), to pozostaje nie tylko jedną z klasycznych powieści SF, ale też – moim skromnym zdaniem – jedną z najlepszych powieści anarchistycznych w historii.

To opowieść o genialnym fizyku imieniem Szevek (w oryginale: Shevek)  pracującym nad uniwersalną teorią czasu i jego zmaganiach z przeciwnościami losu, zawiścią kolegów, biurokracją oraz własnymi ograniczeniami.

W sferze myśli był to w jego życiu okres równie smutny co wcześniejsze lata. Nadal nie posuwał się w swej pracy; prawdę mówiąc, odszedł całkowicie od fizyki czasu i wrócił do skromnych prac laboratoryjnych; w asyście zręcznego, milczącego technika przeprowadzał rozmaite doświadczenia nad promieniotwórczością, badał prędkości subatomowe. Było to pole dobrze już wydeptane, toteż jego spóźnione na nie wstąpienie zostało przez jego kolegów przyjęte jako przyznanie się do porażki w próbach uchodzenia za oryginalnego. Syndykat członków Instytutu przydzielił mu kurs przygotowawczy z fizyki matematycznej. Nie doznał uczucia triumfu z przyznania mu nareszcie samodzielnych zajęć, tak to bowiem właśnie wyglądało – przydzielono mu je, zezwolono mu na nie. Nic go już nie cieszyło. Fakt, że ściany jego sztywnego, purytańskiego sumienia poszerzyły się tak radykalnie, zapewniało wszystko prócz komfortu. Odczuwał chłód, czuł się zagubiony. Ale ponieważ nie miał się dokąd wycofać, żadnego miejsca, gdzie mógłby się schronić, brnął w ten ziąb coraz dalej, coraz beznadziejniej zagubiony.

Akcja powieści dzieje się na dwóch bliźniaczych planetach. Ubogiej w zasoby Anarres zasiedlonej przez potomków anarchistycznych rebeliantów i Urras bogatej w zasoby rządzącej przez kapitalistyczną oligarchię.

W opisie Anarres widać mocno wpływy „Pomocy wzajemnej jako czynnika rozwoju” Kropotkina. Zresztą Le Guin nigdy nie ukrywała swoich wolnościowych sympatii i często też w swoich książkach obok treści antropologicznych przemyca także idee polityczne. W przypadku „Wydziedziczonych” obficie czerpała nie tylko z myśli Kropotkina, ale przede wszystkim wydanej w 1971 roku książki Murraya Bookchina “Post-Scarcity Anarchism”, o czym sama pisała w liście do tego ostatniego.

Anarres przeżywa jednak kryzys stagnacji, powstawania ukrytych struktur władzy, biurokracji, a przede wszystkim problemów z inicjatywą w sytuacji wyczerpania się masowego zaangażowania pierwszych osiedleńców. Czasami nawet pojawia się swoisty konserwatyzm i naturalny strach przed zmianą.

W pierwszych latach po Osiedleniu mieliśmy tego świadomość, byliśmy na to uczuleni. Nasi przodkowie bardzo wyraźnie odróżniali wówczas zarządzanie od rządzenia ludźmi. Czynili to zaś z takim powodzeniem, że zapomnieliśmy, iż wola dominacji jest istotom ludzkim wrodzona na równi z impulsem świadczenia sobie wzajemnej pomocy, i musi być z każdej jednostki, z każdego nowego pokolenia rugowana. Nikt nie rodzi się odonianinem, podobnie jak człowiekiem cywilizowanym! Ale myśmy o tym zapomnieli. Nie uczymy wolności. Wychowanie, ta najważniejsza czynność społecznego organizmu, skostniało, stało się moralizujące, autorytatywne. Dzieciaki uczą się klepać słowa Odo jak papugi, jakby to były prawa – koszmarne bluźnierstwo!

Szevek zawahał się. Jako dziecko, a nawet i tu, w Instytucie, poznał na własnej skórze aż za dobrze taką edukację, o jakiej mówił Bedap, aby móc odeprzeć jego zarzuty.

Bedap bezlitośnie wykorzystał swoją przewagę.

– Zawsze jest łatwiej nie myśleć na własny rachunek. Znaleźć sobie jakąś milutką, bezpieczną hierarchię i umościć się w niej.

Byle nie wprowadzać żadnych zmian, nie zaryzykować niechęci innych, nie zakłócić spokoju swoich syndyków. To zawsze najłatwiejsze – pozwolić sobą rządzić.

Urras z kolei mimo swojego pozornego dostatku okazuje się skrajnie klasowym społeczeństwem utrzymywanym jedynie za pomocą brutalnej przemocy ekonomicznej, ale także starej dobrej siły, którą są krwawo tłumione regularnie wybuchające bunty.

– Czy… czy możesz mi powiedzieć, jak dojść na ulicę Dowcip?

– Jasne, dowcipkuję, dowcipkuję. Tylko nie dowcipkuję, że bankrutuję. Nie masz pan pieniążka na kieliszeczek w taką zimną noc? Na pewno znajdziesz pan jakiś malutki pieniążek.

Przysunął się bliżej. Szevek cofnął się; widział wyciągniętą rękę, lecz nie pojmował, co ona oznacza.

– Kup dowcip, łaskawy panie, za jeden maluśki pieniążek – mamrotał mężczyzna, bez tonu groźby czy błagania, uśmiechając się głupkowato rozdziawionymi ustami i wyciągając rękę.

Szevek zrozumiał. Pogrzebał w kieszeni, znalazł ostatnią monetę, wetknął ją w dłoń żebraka, po czym, przeniknięty chłodem ze strachu, strachu nie o siebie, przecisnął się obok zarośniętego mężczyzny, mamroczącego coś i próbującego uchwycić się jego płaszcza, i ruszył w stronę najbliższych otwartych drzwi. Zawieszony nad nimi szyld obwieszczał: Zastaw i Rzeczy Używane Najwyższej Jakości.

Także wzajemne relacje obydwu planet są odmiennie postrzegane przez obydwie strony. Dla Urras Anarres to rodzaj więziennej, górniczej planety, na którą wygnano wichrzycieli i buntowników. Dla Annarres Urras to etatystyczne piekło, od którego się uwolnili, ale z którym muszą raz do roku handlować. Co ciekawe to, co dla Anarres jest odbywającą się raz do roku wymianą równych, dla Urras jest hołdem oddawanym przez Anarres.

Cała książka jest pełna podobnych analogii i rozważań nad problemem autopostrzegania, czy też szerzej świadomości, zarówno indywidualnej, jak i zbiorowej. Relatywizm obserwatora jest przedstawiony także w samej strukturze książki oraz głównym dziele Szeveka, uniwersalnej teorii czasu.

Le Guin porusza też wiele innych kwestii jak prawo relatywizmu językowego.

Są to jednak znane wątki i nie o nich chcę tutaj pisać. Nie mam też zamiaru powtarzać prac innych, ani tym bardziej zdradzać zbyt wielu szczegółów tym, którzy jeszcze nie przeczytali. Dla zainteresowanych na końcu podaję łącza do najciekawszych analiz i opracowań poświęconych książce.

To co jest dla mnie osobiści najbardziej interesujące to wykorzystanie sztafażu SF do przedstawienia idee anarchizmu, jak i sposobu wprowadzania koncepcji wolnościowych do zasobu masowych wyobrażeń społecznych.

Efor przypatrywał mu się przez chwilę. Kiedy pełnił funkcję służącego, jego pomarszczona, gładko wygolona twarz pozbawiona była wszelkiego wyrazu. Podczas ostatniej zaś godziny Szevek obserwował niezwykłe na niej przemiany: była to surowa, to wesoła, cyniczna, to znów malowało się na niej cierpienie. Obecnie odbijała się na niej sympatia, ale i rezerwa.
– Niepodobne to do kraju, z którego pan przybył – zaryzykował Efor.
– Absolutnie.
– Tam u was nikt nie pozostaje bez pracy.
W jego głosie odezwała się lekka ironia, a może tylko pytanie.
– Rzeczywiście nikt.
– I nikt nie chodzi głodny?
– Nikt nie chodzi głodny, jeśli inni mają co jeść.
– Aha.
– Ale i my zaznaliśmy głodu. Cierpieliśmy głód. Osiem lat temu przeżyliśmy suszę. Słyszałem o kobiecie, która zabiła własne dziecko, bo wysechł jej pokarm w piersiach i nie miała co dać dziecku do jedzenia. Widzisz, Eforze, Anarres nie jest… nie jest krainą mlekiem i miodem płynącą.
– Nie wątpię w to, sir – przytaknął Efor z owym dziwnym u niego nawrotem do języka usłużnej grzeczności; po czym dodał z gniewnym grymasem, ukazując zęby: – A jednak nie ma tam żadnego z nich!
– Z nich?
– Pan wie, panie Szevek. Jak to pan raz powiedział. Posiadaczy.

Przede wszystkim, mimo że autorka pisze z pozycji wolnościowej, to nie jest to jednak obraz bezkrytyczny. Wyraźnie pokazuje niebezpieczeństwa czyhające na bezpaństwowe społeczeństwo. Niemniej potrafi wprowadzić idee anarchizmu do wyobraźni czytelnika w taki sposób, aby pokazać złożoność takiej zbiorowości i jej wewnętrzną dynamikę. Poniekąd uprawdopodabnia możliwość istnienia takiej społeczności pokazując właśnie jej wady.

To jest chyba największe wyzwanie stojące przed ruchem anarchistycznym w Polsce (i nie tylko), jak wprowadzić do masowej wyobraźni uprawdopodobniony obraz anarchizmu? Tak, by przestał się on kojarzyć z XIX wiecznymi terrorystami lub jajogłowymi lekkoduchami. Czy wprowadzanie anarchizmu do kultury masowej jest możliwe? Jak to zrobić? Pojawia się wiele pytań, ale mamy niewiele odpowiedzi.

Jedno wydaje się pewne, bez tego nie ma co marzyć o większej percepcji społecznej. Trzeba też pamiętać, że jest to praca na dziesięciolecia i całe pokolenia.

(Cytaty pochodzą z tlumaczenia: Łukasza Nicpana)

Ciekawe artykułuy o „Wydziedzicoznych”:
https://www.sfsite.com/01b/dis73.htm
http://public.wsu.edu/~brians/science_fiction/dispossessed.html
http://www.theguardian.com/books/booksblog/2011/mar/29/hugo-award-ursula-le-guin

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s